Slowpresso stworzyli ojciec i córka: Stefan i Justyna Karamuz. Zaczęło się od Stefana, fizyka z wykształcenia, który w latach 90. zajął się programowaniem i założył własną firmę. Zawsze lubił dobrą i  mocną kawę, a idealną przez lata zaparzał w plastikowym sitku. Kiedy sitko się zgubiło, długo eksperymentował z innymi metodami parzenia. Wypróbował ekspresy, kawiarki, aeropress, nawet phin do kawy po wietnamsku, ale ulubionego smaku i gęstości nie znalazł. W końcu poprosił córkę, żeby zrobiła mu nowe sitko, ceramiczne.

   Justyna ceramikę odkryła na studiach archeologicznych, ale potem poszła – jak tata – w branżę IT. Najpierw zajmowała się kodowaniem, później projektowaniem funkcjonalnym. Kiedy tata poprosił ją o zrobienie nowego sitka, dopiero zaczynała z ceramiką na poważnie. Od momentu, w którym podarowała mu dwa nowe sitka do testowania, do dnia, w którym rzuciła etat dla ceramiki minęło 5 lat.

Zanim ojciec i córka wypuścili Slowpresso w świat, długo testowali – z kształtem i głębokością sitka, z wielkością kubka i filtrów, długością parzenia. Stefan wyliczał wszystko z precyzyjnością umysłu ścisłego, Justyna tworzyła kolejne prototypy, a znajomi testowali.

Ostatecznie Slowpresso to nie tylko sitko, ale i pasujący do niego dzbanek z pokrywką. Jest małe, proste w obsłudze i wyglądzie. Pozwala na zaparzenie maksymalnie trzech małych czarnych, które można potraktować też jako bazę do innych napojów. Jak podkreślają twórcy: „łączy ze sobą zalety kawy z ekspresu ciśnieniowego (wyrazistość, gęstość) i metod przelewowych (bogactwo smaków, naturalna słodycz). Spokojne, powolne parzenie i odpowiednie proporcje urządzenia sprawiają, że woda wyciąga z kawy to, co w niej najlepsze”.

   W połączeniu ze świeżo paloną kawą specialty, Slowpresso to sposób na kawę, która smakuje jak z najlepszej kawiarni, a można ją łatwo przygotować nie tylko w domu, ale i w biurze czy podczas wyjazdów.
Pomyślcie tylko o zapachu kawy o poranku na kempingu, którą będziecie mogli się delektować z widokiem na las lub jezioro. Kuszące, prawda? I da się zrobić – potrzebujecie tylko kawy i wody.
Najlepsze efekty uzyskacie najpierw odrobinę rozgrzewając ceramiczne sito i mały papierowy filtr dołączony do zestawu.
Do sitka wsypcie od czterech do ośmiu łyżeczek średnio mielonej kawy, lekko zwilżcie małą ilością wody, a potem zalejcie, najlepiej w dwóch turach i odczekajcie pięć minut (fani naprawdę mocnej kawy mogą poczekać do ośmiu, nawet dziesięciu).
Tę samą kawę można zaparzyć dwa razy – za drugim będzie trochę słabsza, ale też smaczna. W czasie parzenia użyjcie pokrywki, żeby temperatura wody nie spadła, a później zróbcie z niej podstawkę do odłożenia sitka. 



W Slowpresso nie przypadkowo znalazło się słowo slow, choć odnosi się nie tylko do powolnego parzenia, ale i chwili relaksu, oderwania od pracy, którą możecie sobie zafundować czekając na kawę. 


   
   Justyna Karamuz przypomina też o kilku prostych zasadach, dzięki którym Wasza kawa będzie jeszcze lepsza: 



- Nie zalewajcie kawy wrzątkiem – straci głębię smaku i najciekawsze nuty. Idealna temperatura to od 80 do 96°C. 

- Zwrócicie natomiast uwagę na to, jaką wodą zalewacie kawę. W końcu to jeden z jej najważniejszych elementów. Jeśli używacie wody z kranu – rozważcie filtr, jeśli kupujecie wodę – wybierzcie tę najmniej mineralizowaną. 

- Pilnujcie świeżości (starzejąca się kawa traci smak i zapach) i dobrego przechowywania kawy. Zmielona kawa starzeje się znacznie szybciej niż jej ziarna. 

- W Slowpresso najlepiej sprawdza się proporcja: 1 porcja kawy na 4 porcje wody. Daje to charakterystyczną gęstość i tłustość naparu. Jeśli chcecie uzyskać więcej kawy, lepiej zmieszać gęsty ekstrakt z gorąca wodą, niż przelewać więcej wody przez sitko.